O mądrości słów kilka…

Gdziekolwiek jesteś teraz w swoim życiu, czymkolwiek się zajmujesz i niezależnie od tego, ile masz lat, nosisz w sobie doświadczenie wszystkich Twoich minionych chwil, więc im dłużej żyjesz, tym worek ten jest obszerniejszy. W tym artykule skupię się na Twoim osobistym „dorobku”, nie robiąc wycieczek w stronę przekazów międzypokoleniowych i historii Twojej rodziny.

Może podzielasz pogląd wielu, szczególnie popularny w naszej kulturze, że każdy dźwiga swój ciężar, ewentualnie w katolickim wydaniu: swój krzyż. I pewnie, gdyby mądrość wyciąganą z życiowych lekcji, można było zważyć, to i owszem ciężar z każdym rokiem byłby większy.

Powiesz, że wiek nie gwarantuje mądrości. Że może kiedyś w rdzennych kulturach albo starożytnym świecie tak było, ale dzisiaj chociaż żyjemy dłużej, to wcale nie jesteśmy mądrzejsi.

I odpowiem Ci, że i owszem według mnie, nie wiek jest tutaj kluczowy, ale umiejętność patrzenia z dystansu, z szerszej, uniwersalnej perspektywy. Według mnie wraz z wiekiem łatwiej jest taką perspektywę przyjmować. Łatwiej jest nie dać się wciągnąć w wir wydarzeń, gorączkę emocji, bo niejedną burzę już się przeżyło i po prostu się wie i czuje całą sobą, że wszystko podlega takim samym prawom natury i po burzy prędzej czy później przyjdzie słońce.

O jakiej mądrości mowa

Umiejętność przyjmowania bardziej uniwersalnej, wolnej od bieżącej gorączki, perspektywy jest łatwiejsza dla osób, które chwilę dłużej chodzą po tej ziemi.

Taka mądrość zupełnie nie zależy od skończonych szkół, doświadczenia zawodowego, oczytania. Każdy, absolutnie każdy ma do niej dostęp, pod jednym jednak warunkiem, że jesteśmy w kontakcie i połączeniu z lekcjami życia. Ale przede wszystkim, że mamy dobrą relacją z sobą samą a nasze spostrzeżenia, uwagi, wskazówki, nie są podszyte lękiem.

I wcale nie mam na myśli, znajomości rozwiązań, biegłości interpretacji, wnikliwości ocen ludzkich zachowań, przewidywania kolejnych kroków w układance życia.

Mam na myśli przyjmowanie mądrej perspektywy. Takie bajkowe i nie bajkowe, bycie Wiedźmą, czyli Tą Która Wie. Czasem taką wiedzącą, pełną spokoju i miłości była być może Twoja babcia. Albo prababcia, która uspokajała Cię zalaną łzami i wiedziała, że sobie poradzisz, że wszystko będzie dobrze, a życie wcale się nie skończy w tej jednej dramatycznej dla Ciebie chwili. I nie były to puste frazesy, ale właśnie mądrość, choć na pozór trudno może je odróżnić. Jej słowa wypływały z doświadczenia, że wszystko ma swój rytm, że wszystko podlega tym samym regułom, jak w naturze – coś umiera, coś się rodzi, podlewane rośnie, smagane wiatrem tężeje, zaniedbane ginie, posadzone w dobrym miejscu zakwita.

Pochwała prostoty

Uniwersalne, proste, mądre zasady.

Tak proste, że na początku naszego dorosłego życia trudno nam je przyjąć.

Bo to takie proste.

Bo życie jest takie proste.

Za bardzo je komplikujemy.

Za bardzo odcięliśmy się od prawd uniwersalnych, tworząc rozbudowane konstrukty.

Za bardzo jesteśmy w duchu walki, zdobywania, podbijania.

Świata, sukcesów, pieniędzy, luksusów.

Bo dobrze mieć władzę, pieniądze i sukcesy. Dobrze jest umościć sobie wygodne, luksusowe gniazdko. Oczywiście, że to lubimy. Do tego dążymy. To dążenie jest dla ludzi równie naturalne, jak wschody i zachody słońca.

Dochodzimy do tej prawdy szybko i bezboleśnie jeśli od początku żyjemy w niej, jeśli wyssaliśmy ją z mlekiem matki, to będzie ona dla nas równie naturalna jak oddychanie.

Najczęściej jednak tak nie jest – pojawiają się różnego rodzaju zakłócenia i nasza prawda robi się bardziej rozbudowana. Pojawiają się warunki, które wydaje nam się, że i my i świat wokół, musimy spełnić. Gubimy gdzieś po drodze pokorę, chcemy bardziej, więcej, inaczej. Chcemy sobie i światu coś udowodnić. Co? I po co?

Komplikujemy.

Może pomyślisz, że takie proste życie i taka prosta mądrość sprawdzały się dawno temu, a teraz świat się zmienił.

Tak. Zmienilismy świat. Stworzyliśmy go na nowo, po swojemu.

I zwykłe, proste rzeczy przestały wystarczać. Zwykła obecność i wspólne patrzenie na codzienne zachody słońca. I codzienne budzenie się w nowym dniu.

Poprowadzą Cię pytania, odpowiedzi znajdziesz w sobie

A im bardziej siebie nie rozumiemy, tym bardziej szukamy kogoś, kto nas zrozumie i wciąż i wciąż czujemy się niezrozumiali.

Jeśli chcesz, żeby partner Cię zrozumiał, najpierw zrozum sama siebie. Jeśli ma akceptować, akceptuj siebie.

Ile razy w pracy z klientkami dociekamy, co to znaczy, że mąż czy partner ich nie rozumie, tyle razy odbijamy się o rozumienie samych siebie.

To, czego chcę,

kim jestem,

co jest dla mnie ważne,

dokąd zmierzam,

o czym marzę.

Jeśli jesteś taką osobą, to zadaj sobie te pytania. I poszukaj w sobie odpowiedzi, odpowiedzi, które nie będą oparte o obecność i działania innych wobec Ciebie, ale te mocno zakorzenione w Tobie.

Jeśli w odpowiedzi pojawia się miłość, akceptacja -jaka jest Twoja miłość do siebie i Twoja akceptacja siebie samej. Nie oczekuj od nich, że zajmą się Twoimi brakami i odrobią za Ciebie lekcje.

Nie zadowalaj się pierwszą odpowiedzią. Drąż. Do momentu, kiedy poczujesz, że dotknęłaś istoty problemu.

Nie z braku, ale ze zrozumienia siebie

Bo jeśli chcesz miłości, to musisz wiedzieć z jakiego miejsca wychodzisz i do jakiego zmierzasz.

Czym dla Ciebie jest miłość?

Jak chcesz sie czuć?

Co to dla Ciebi oznacza czuć się kochaną?

Jakie emocje temu towarzyszą? Gdzie poczujesz ją w ciele? Po czym poznasz, że jest a kiedy zaniepokoisz się, że wysycha.

A miłość w związku, co to uczucie ma zrobić, zmienić, obudzić, ożywić.

Czego chcesz a czego oczekujesz, bo to zupełnie inne rzeczy.

Poszukaj w sobie śladów wszystkich swoich miłości i tych erotycznych i tych rodzinnych. Obejmij uwagą swoją pierwszą najważniejszą relację – z matką. To te wczesne relacje zupełnie nieświadomie nieświadomie w pchają Cię w podobne schematy, do odgrywania podobnego scenariusza.

Może musisz wrócić do tego czasu i na nowo wgrać w swój system nowy program. Przetrzeć nowe ścieżki. Neuronalne i metaforyczne.

Nie wiem jak masz i gdzie jesteś. Ale czegokolwiek w życiu Ci brakuje, czego szukasz, najpierw poszukaj w sobie. Tam jest i źródło, które zasili i klucz, który pozwoli otwierać kolejne drzwi. Żeby nie kręcić się w kółko, zwłaszcza wtedy, gdy ta zabawa przestała Cię bawić.

A jeśli w tych poszukiwaniach swoich osobistych, zagubionych albo zaniedbanych źródeł potrzebujesz przewodnika, to jestem. Możesz wybrać termin bezpłatnej sesji wstępnej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *